Zauroczenie, czyli motyle w brzuchu – Cykl Życia Związku

On 16 listopada 2012 by eSKa

„Jak Ja bym znowu chciała umieć teraz zakochać się tak, jak wtedy gdy miałam siedemnaście lat.” – westchnęłyśmy obie jak na sygnał…

Zakochać się tak jak wtedy? Bez powodu. Bezgranicznie. Beztrosko. Każde rozstanie przeżywać jak największe zło tego świata i być bliską obłędu po zerwaniu? – Marzenia o powrocie do beztroskich lat, ale jakże emocjonalnych (skrajnie emocjonalnych, bo samo emocjonalnych to zbyt „słabe” określenie), snute przez dwie Singielki przy lampce Martini.

Marzenia?

To przed, po trzydziestce, pod czterdziestkę, przed pięćdziesiątką nie da się już zakochać od pierwszego wejrzenia? Coraz częściej myślę, że chyba raczej nie, a przynajmniej jest o to trudniej.

Czemu?

Bo z wiekiem jesteśmy mądrzejsze. Na nasze szczęście lub tylko pozornie szczęście. Zauroczenie to wyidealizowanie Obiektu, którego z racji pierwszego wejrzenia znamy wzrokowo, pobieżnie i w większości fizycznie. Zakochujemy się w zapachu, geście, słowie, albo w całokształcie i… i mamy nadzieję, że ON JEST tym wyjątkowym, wspaniałym, jedynym, niepowtarzalnym, wyśnionym, wymarzonym, nierealnym, stworzonym tylko dla Mnie. WOW. Jeżeli Którakolwiek z doświadczonych życiowo Kobiet karmi się takimi złudzeniami to gratuluję szczupłej sylwetki ponieważ chodzi ciągle najedzona… Nie pragnie namiętnie pokarmu dla baletnic (czytaj: Rafaello) tak jak ja w tej chwili.

Czemu tak ciężko uwierzyć Nam w Ideały?

Bo w tym wieku rozebrałyśmy ze złudzeń nasze mózgi, otrząsnęłyśmy się z zaleciałości czytanych przez Babcię bajek. Ale co najważniejsze – zrozumiałyśmy, jak bardzo nieidealne jesteśmy My same. Wiemy już Co w sobie lubimy, a czego NIE. Wiemy Co z tego NIE jesteśmy w stanie się pozbyć, a z czym nawet nie ma sensu walczyć. W większości to z czym nie opłacało się walczyć zaprzyjaźniło się z Nami i w ten oto sposób tworzymy FANTASTYCZNE KOBIETY. Jak tu nie kochać takiej idealnej w swej nieidealności Siebie? Wracając jednak do tematu. Wiemy, że jesteśmy wspaniałe i wyjątkowe, ale nieidealne i wiemy, że istnieją wspaniali i wyjątkowi Mężczyźni, ale Oni nie będą idealni… No cóż. Trzeba się z tym niezwłocznie pogodzić.

Każda Kobieta, którą znam ma w głowie, a niektóre nawet na papierze (w razie, gdyby miała zapomnieć) listę wad akceptowalnych i nieakceptowanych u przyszłego, potencjalnego Pana Wyjątkowego. Cały urok takiej listy polega na jej niezwykłości, gdyż znajdują się tam Przykazania zaczynające się od: nigdy więcej porozrzucanych skarpetek, czy, stanowcze Nie przeciwko nieopuszczonej desce sedesowej, po kolor włosów, rozmiar bicepsa, dłoni, Penisa, ton głosu, zawód wykonywany i wyuczony, a nawet Imię, które z racji niemiłych doświadczeń skreśla Każdego, który takie nosi. Dla sprostowania Mężczyźni też posiadają takie listy – tylko z racji płci są one bardziej skonkretyzowane. Wszystko w nich można określić ogólnie jako wygląd ogólnie, temperament ogólnie, ONA ogólnie. Jakie to proste. No nie? Najwspanialsze w tych listach jest też to, jak dla jednych wada jest zaletą, a zaleta wadą, jak wysoko niektórzy stawiają deskę sedesową w piedestale niezbędnych rzeczy do zaspokojenia spokoju psychicznego i ogólnie to, jak odmienne wzorce Partnera Idealnego wykazuje każdy z Nas. Wniosek nasuwa się sam. Odmienność i Różnorodność. Według starego powiedzenia: „Każda Potwora znajdzie swego Amatora”.

Każda z Nas nosi w sercu pragnienie bycia Wyjątkową dla tego Wyjątkowego i odwrotnie. Każda i Każdy z dziecięcych Marzeń, nastoletnich westchnień, a następnie życiowych doświadczeń wie czego oczekuje od Kobiety lub Mężczyzny Swojego Życia oraz wie czego nie zaakceptuje, bo się nie da. Wie też, że nawet jeśli jakimś cudem się da – to tylko chwilowo na miesiąc, dwa, trzy.

Dokładnie. Jesteśmy w stanie zrezygnować z niedociągnięć Partnera w czasie trwania powszechnie znanego ZAUROCZENIA. Jest to etap Motyli w brzuchu, przymykania oczu lub całkowitego zasłonięcia ich przez klapki (niekoniecznie japonki). Mimo wszystko jest to ten Etap za którym tęsknimy najbardziej, ponieważ to w Nim jest najwięcej Ognia, Chęci, Radości i tych skrajnych emocji z lat nastoletnich.

Zacznijmy jednak od teorii, bo we mnie obudziło się dzisiaj sarkastyczne poczucie humoru, którego nie jestem w stanie wyłączyć – mimo najszczerszych chęci stworzenia poważnego Artykułu.

Posłużę się więc fragmentem książki „Actually, it is your parents’ fault” Philip Van Munching i Bernie Katz:

„Wyidealizowane pozytywne przeniesienie, miesiąc miodowy nowego związku, może trwać kilka miesięcy albo kilka lat, w zależności od tego, ile dzieli nas fizycznie i emocjonalnie. Jeżeli para szybko zamieszka razem, miesiąc miodowy będzie krótszy. Gdy związek tworzą osoby z różnych miast, miesiąc miodowy będzie trwał dłużej niż możliwości finansowania rozmów telefonicznych. W miarę rozwoju związku zaczynamy dostrzegać, kim nasz wybranek jest w rzeczywistości. A rzeczywistość, na przykład fakt, że nowy chłopak jest zbyt mocno związany ze swoją matką, powoli zacznie osłabiać wyidealizowane pozytywne przeniesienie.

Jedną z fascynujących cech tego przeniesienia jest sposób, w jaki wpływa ona na naszą zdolność akceptowania i tolerowania cech partnera. To równia pochyła: im silniejsze wyidealizowanie, tym większa skłonność do akceptacji i większa chęć, graniczącego z naiwnością, odsłonięcia samego siebie.

Już we wczesnej fazie związku można szybko przyznać się nowemu chłopakowi czy nowej dziewczynie, że za przestępstwa, o których wolicie nie mówić, poszukuje was policja kilku stanów. Na tym etapie takie wyznanie może nie zrodzić żadnych konsekwencji, partner pewnie będzie wam wdzięczny za szczerość i odczuje nawet zadowolenie, że związał się z kimś otwartym i szczerym. Jednak jeśli podobne wyznanie nastąpiłoby w którymś z kolejnych etapów związku, reakcja mogłaby być zupełnie odmienna – partner mógłby odwieść was na najbliższy posterunek policji. (…)”

Wniosek nasuwa się sam: już na pierwszej randce przyznaj się do wszystkiego do czego później nie chcesz wracać. Polecam przyznanie się do zbrodni, ale to już bardziej dla dobra Społeczeństwa i dla randkowej Partnerki, zwłaszcza jeśli wyznaczyli już za Ciebie nagrodę.

Co z tym Zauroczeniem?

Wiemy już ile trwa. Wiemy czym się charakteryzuje i czym grozi. Wiemy też, że można przedłużyć czas trwania poprzez rzadsze spotykanie się co z racji ogromnej tęsknoty jest wysoce nierealne… Jednak czy warto na siłę je przedłużać? Same zdecydujcie jakiego Partnera chcecie Kochać: tego Idealnego, czy tego wspaniałego i wyjątkowego w swojej Nieidealności?

Ostatnio nawiązał ze mną kontakt Mężczyzna, który zachęca do jak najszybszego przenoszenia Wirtualnych Znajomości do Realnego Świata. Dziwnie, gdyż z racji prowadzonego przez Niego Serwisu Randkowego powinien zabiegać o jak najdłuższe na Nim przebywanie, ale… Najwidoczniej ma w swoim bagażu doświadczenia podobne do moich… Właśnie. Jak to jest z tym Wirtualnym Światem zamkniętym za szybką monitora?

Zauroczenie w Wirtualnej Osobie?

Czy to jest możliwe? Realne? JEST. Sama przeżyłam wyidealizowane pozytywne przeniesienie (właśnie błyszczę Intelektem jaśniej niż moja Lampka) w Wirtualnym Świecie. Co najśmieszniejsze przeżyłam Wirtualne Zauroczenie dwa razy. Teraz zaczęłam się zastanawiać „czy nie częściej?”, bo przecież skoro z Kimś umawiam się na kawę to musiał mnie czymś zauroczyć… Hm. Zazwyczaj stylem pisania, niekiedy Intelektem, Błyskotliwością lub po prostu zaangażowaniem.

Powiedzmy, że istniał Mr A. i Mr M. – dwa skrajnie różne Obiekty. A. mieszkający dość daleko i M. mieszkający jeszcze dalej. Z powodu odległości spotkanie na szybką kawę i skonfrontowanie Wirtualnego Ideału z Rzeczywistością wysoko utrudnione, jak i z lekka nierealne, pozostała więc przez dość długi czas Wirtualność. Znajomości opierające się na rozmowach poprzez komunikatory, czasami telefony, westchnienia, stłumione uśmiechy do telefonu sprawdzanego co chwilę pod firmowym biurkiem. Zauroczenie i powolne zastanawianie się jak cudownie będzie się spotkać i poznać, spędzić ze sobą więcej czasu, i, i, i, i…

Mr A. Realnie okazał się kompletnie Inną Osobą niż w świecie Telefonów, Maili i Technologii wszelkiego rodzaju, nawet porozumienie się na podstawowym poziomie przychodziło Nam z trudnością. Rozjechaliśmy się do domów. Pewnie oboje marzyliśmy w duchu o tym, by żadne z Nas się więcej nie odezwało i tak też się stało. Żałowałam tylko jednego – czemu nie wzięłam kontaktu do Osoby z którą rozmawiałam Wirtualnie, bo to był przecież taki fajny Mężczyzna…

Mr M. najbardziej nierealne spotkanie, które w sumie po wcześniejszych doświadczeniach z Mr A. bardzo mnie zaskoczyło. Spotkanie w Świecie Rzeczywistym bardzo interesujące, Mężczyzna również Interesujący, tylko… Realne spojrzenie jest brutalne w swojej Racjonalności. Odległość to czynnik determinujący kierunek tej Znajomości. Żadne z Nas nie jest już Dzieckiem i wie, że ani jedna, ani druga Osoba nie będzie czekała miesiąc czasu na Spotkanie nie bawiąc się w między czasie z Innymi Dziećmi (zazwyczaj płci przeciwnej)…

Dlatego Panie P. w pełni popieram Pana Inicjatywę i apeluję do Fanów Wirtualnego Świata. Kochani poznawajcie się za pomocą Internetu, ale dążcie do jak najszybszego Spotkania w realu lub Realu… Uwierzcie mi Szkoda Realnego Życia na Wirtualny Świat.

Na zakończenie fragment książki „Agent” Manueli Gretkowskiej, którą dziś czytałam: „ (…) Dorotę znał od trzech lat. Tyle podobno trwa namiętność. Im uda się dłużej. Segregując bilety lotnicze, wyliczył, że byli razem, fizycznie, sto dwadzieścia osiem dni. Do pełnych trzech lat, włącznie z rokiem przestępnym, brakowało dziewięćset osiemdziesiąt siedem dni. Rozkładając strategicznie jego przyjazdy do Polski, mogli przetrwać kilkanaście lat w stanie euforycznego zadurzenia. Zakochana kobieta – kalkulował – łatwiej wybacza nieobecność i niedopowiedzenia (…)”

Dodaj komentarz

go to ajlee
  • RSS
  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube